26 Oct 2007

When the NFL came to Europe...

It’s been really busy week for me. Reason? Not any of mine scheduled seminars or lectures. Neither any essays nor anything connected to my course at the University, but of course, my passion.

On Wednesday I was in London, so it happened on Friday too. I attended a so-called seminar at Birkbeck College led by Dick Maxwell, former Senior Director of Broadcasting for the NFL. On Friday I had a pleasure to be at Sports Management Worldwide meeting, where I met (surprisingly!) Rick Harrow. Everything started when I was in Montréal in May and found an interesting book in the only one open-in-Sunday book store. Latter this summer I read the “When the game is on the line” book from-cover-to-cover, it was really fascinating! Harrow is responsible for e.g. team called Miami Heat and was the pioneer of sports management/law. Nowadays you can watch/listen to him on ESPN or Fox where he is an expert, still dealing with top leagues and clubs. But Dr Lynn Lashbrook was the one who tried to persuade me the most to join SMWW during the Friday meeting. He is also interesting personality – the President and Founder of this organization. Looks good, doesn’t?

They all came to London this week to attend first NFL game outside North America. Sounds interesting not only for me, Sunday game between NY Giants and Miami Dolphins (Mr Horrow took part in their history too!) at Wembley Stadium has been already sold out (90k spectators!). American sports are getting more and more popular in Europe, there is a gossip that next year NHL opening game will be held in Praha, Czech Republic! And I have recently read an article suggesting the NBA commissioner to open 6 new franchises in Europe within next 10 years! That’s why it may be extremely helpful to pay at least $1000 and take a course offered by SMWW.

This and few other subjects I have to thing over during next couple of months, Mr Horrow promised me he is going to have an e-mail conversation with me soon, I keep his word!

In the meantime, I highly recommend you all to watch Sunday big game Giants vs. Dolphins! Enjoy it, as I will!

19 Oct 2007

Why I am not suprised?

It's quite naive to comment latest football results, however England's away qualifier game against Russia is worth it. And actually I don't want to have a laugh at Steve McClaren nor his players. The sad fact is that all was easy to predict. English supporters were very confident (in them self), but not in their team. To boo a guy like Frank Lampard is simply stupid.

From the very beginning of this campaign fans (and journals) were complaining about everything, destroying atmosphere around the national team. And even if they have been right, they shouldn't have behaved in such a way.

Now they went to Russia, to see the Sborna team with fanatical support of over 80k (!!!) fans, not surprisingly Guus Hiddingk's players won it and at the moment they are closer to European Championship finals.

And England? They need a help. Since April 2006, when S-G Eriksson said he was about to leave in July that year, England has been lost. They have been playing, but without any targets, aims, passion or even a team-work. Obviously, they have to employ new manager, but it would be helpful fo change unchangeable attitude of their supporters and media...

In the meantime, in my hometown Lodz Polish national team lost a friendly game against "new" Hungary. Excuse is we played guys who used to be subs. I don't have any excuse for attendance: cheap tickets and only 5k spectators at the 10k capacity ground in the over-800-inhabitants metropolis. That sad too.

However, at the end of the day, Poland is at the top of the group with just few points needed to qualify, while England may be struggled to obtain their position for the Finals. That's quite interesting, isn't?

17 Oct 2007

Article: Szykanowanie Lamparda (iGol.pl)

That's my article about English fans booing Frank Lampard during European Championship's Qualification game against Estonia, published by iGol.pl on 14th Oct 2007:

Szykanowanie Lamparda

Faktem jest, iż Anglicy płacą naprawdę ciężkie pieniądze, aby móc oglądać reprezentację swojego kraju. Daje im to prawo do przedstawiania swoich opinii tzw. „głosem trybun”. Nie pierwszy raz ich zachowanie spotykało się z niesamowitą krytyką. Jednakże zachowanie w stosunku Franka Lamparda to już czyste chamstwo.

Mało jest angielskich piłkarzy, którzy w ostatnich latach potrafili w pojedynkę holować cały zespół. Pomimo wymagających rywali, braku wsparcia fanów i koncepcji selekcjonera czy po prostu beznadziejnej formy kolegów z zespołu. O ile początek XXI. wieku należał do Davida Beckhama, to już lata 2003-2006 upłynęły pod znakiem heroicznej postawy Super Franka, który dzielił i rządził, strzelał, podawał, asystował, wracał do defensywy. Zmienił się jednak selekcjoner „Dumy Albionu” i złote lata Lampsa minęły. A wraz z nimi wsparcie fanów.

Zgniły zapach zwycięstwa

Kiedy podczas wczorajszego meczu awizowano nazwiska piłkarzy w pierwszej jedenastce gromkie brawa zebrał Gareth Barry. Przy wyczytywaniu nazwisk rezerwowych, „Lampardowi” towarzyszyło przyciszone i chwilowe buczenie. Piekło angielskiego pomocnika zaczęło się, kiedy wszedł na boisko w drugiej połowie meczu przeciwko Estonii, kiedy przy stanie 3:0 wszystko już było pozamiatane. Na otwarcie strzelił nasz Shaun Wright-Phillips grający, o ironio, z „Lampardzką ósemką” na plecach, a do dwóch kolejnych goli w ogromnej mierze przyczynili się panowie ColeJoe i Ashley. Ale kiedy w 70. minucie mecz Lampard wbiegł na boisko, całe widowisko zostało zepsute, a jakiekolwiek dobre wrażenia – rozmyte. Niekończąca się fala buczenia i swoistych pojękiwań obiektywnego widza zniesmaczyła. Chwilę później Lamps zagrał za plecy Joleon Lescott oraz za długą piłkę do Wrighty’ego. Zwierzęta na trybunach ponownie dały upust swoim chorym emocjom. Szukanie kozła ofiarnego zdaje się być u nich niechlubną tradycją.

Szukając powodu

I już nawet nie ma potrzeby cytować „piłkarskich” autorytetów, którzy po meczu skarcili fanów za takie zachowanie, bo każdy doskonale wie, co zostało powiedziane. Problemem jest ustalenie źródła takiej postawy wobec piłkarza, który w kadrze zagrał już 57 meczów, a wielu z nich był absolutnym bohaterem. Beckham nie miał łatwo, ponieważ po jego czerwonej kartce Anglia odpadła z Mundialu ’98. Petera Croucha nie lubią, bowiem jest wysoki i chudy (sic!), powód absolutnie absurdalny i idiotyczny, ale jest. David Bentley w swoim debiucie przeciwko Izraelowi też nie miał łatwo. Kilka miesięcy wcześniej odmówił gry na ME U-21 chcąc odpocząć po długim sezonie. Ale Lamps?

Może tak silne wpływy mają fani West Hamu, jedynego klubu, który w czystej formie nienawidzi Franka (et vice versa)? Może plotki związane z jego transferem na Półwysep Iberyjski? Też ciężko w to uwierzyć, przecież fani innych drużyn mogliby się tylko z tego cieszyć. Słaba dyspozycja? Na Rio Ferdinanda czy Stevena Gerrarda nikt nigdy nie buczał, a „piach” grają ostatnio w kadrze często lub częściej.

Następne kozły ofiarne?

Co gorsza, to nie pierwszy raz, kiedy fani reprezentacji Anglii (to chyba błędne określenie, po tym jak wygwizdali całą reprezentację po meczu z Andorą) buczeli i wygwizdali pomocnika Chelsea. Na poprawę ich zachowania ciężko liczyć. Pewne jest, iż w niczym to nie pomaga, ba! szkodzi wręcz całej drużynie, a nie jednostce. W przypadku kolejnej porażki ci na trybunach, w białych koszulkach z trzema niebieskimi lwami, powinni winić tylko siebie.

At least, it's time to start

Maybe it's because I'm a gemini? It was June 202, when it thought for the very first time to start blogging. The World Cup in Asia, me and my family in France and I was just about to go to high school. Good time to start, however, it took me next 5 (five!) years to say, it's a high time!

Honestly, I do have my own opinion about some bored kids and weird adults writing about their absolutely private problems and then publish it all on the Internet. I just didn't want to be in the same group as they are. That was the main reason why I haven't had my blog so far.

I have thought over many aspects of it and realized that lots of (excuse-moi) normal people have their own Internet diaries too. And, to be fair, many of those are worth spending our time reading.

Just to cut this introduction - I believe you won't regret accidentally getting here and enjoy time spent on my blog!