Możecie powiedzieć, iż to już passée. Zaiste, faktycznie jest.
Genialna reklama Nike o karierze młodego piłkarza była hitem prawie trzy miesiące temu. Ale dopiero dziś znalazłem na youtube'ie jej wersję reżyserską! Czyli to, na co fani kinowych produkcji zawsze czekają najbardziej.
Trwająca już trzy minuty reklamówka telewizyjna, a w niej więcej WAGsów, rodzina, sportowe samochody, treningi i dłuższe mecze. Warto, tym bardziej iż ma jedynie 170 tysięcy wyświetleń, porównując z 2,5 milionami wersji dwuminutowej. Miłego oglądania!
Ta notka mogła powstać już dwa tygodnie temu, ale dałem menadżerowi Arsenalu szansę. Szansę zachowania się z klasą i uderzenia się w piersi. Nie skorzystał, więc mogę pisać.
Arsène Wenger widzi tylko jedną rzeczywistość, w której Arsenal jest zawsze dobrym bohaterem, a każdy inny przeciwnik - złym. Przykładów można mnożyć, ale jeden szczególnie mnie irytuje, bowiem chodzi o zdrowie innych ludzi oraz odbieranie im możliwości wykonywania zawodu piłkarza. Brutalne wejścia oraz kontuzje.
W niedzielę 11 sierpnia 2002 roku Arsenal grał z Liverpoolem o pierwszą po zmianie nazwy Tarczę Wspólnoty. Już w piątej minucie ostrym wślizgiem Patricka Vieirę z murawą zrównał Steven Gerrard. "Kanonierzy" mecz ostatecznie wygrali, ale złość na pomocnika Liverpoolu Wengerowi po ostatnim gwizdku sędziego nie minęła:
"Bezmyślny rzeźnik! Mógł złamać nogę Patrickowi! Powinien dostać czerwoną kartkę!
Jest 25 lutego 2007 roku i znowu jesteśmy w Cardiff. Tym razem rywalem Arsenalu w finale Pucharu Ligi jest Chelsea. Kapitan "the Blues" John Terry nurkuje po piłkę, ale kopniakiem w głowę powstrzymuje go Abou Diaby. Terry traci przytomność, choć wielu ludzi straciłoby życie. Przez ponad pięć minut trwa akcja ratunkowa na boisku. W miejsce defensora Chelsea musi wejść Mikel John Obi. W dogrywce na nigeryjskiego pomocnika rzuca się Kolo Touré. Zaczyna się wielka bijatyka, w której nie brakuje bezwzględnych uderzeń i ciosów. Wylatuje dwóch Kanonierów i jeden Niebieski. Co na to Wenger:
"To nagle wybuchło. To było dziwne, ponieważ nie odzwierciedla jakości meczu. Nie jestem pewien czy sędzia wyrzucił właściwych piłkarzy, ale cóż. Kolo jest zazwyczaj bardzo spokojny, ale został pociągnięty w dół, a piłkę odkopnięto. Następnym razem musimy zachować zimną krew i więcej nerwów. Jestem dumny z występu mojego zespołu.
Zespoły spotykają się przeciwko sobie na Emiratach, w grudniu 2007 roku. Arsenal przeważa, ale nie może przejść dowodzonej przez Johna Terry'ego obrony. Kiedy kapitan Chelsea chce spokojnie rozprowadzić piłkę pod swoim polem karnym, wślizgiem wyprostowaną nogą atakuje go Emmanuel Eboué. Nawet nie mierzył w piłkę. Terry próbuje grać dalej, ale ból po złamaniu kości śródstopia jest zbyt silny. Na boisko wchodzi Tal Ben-Haim, którego kilkanaście minut później ośmiesza William Gallas i strzela zwycięską bramkę. Wenger:
"To nie był zamierzony faul mający na celu wyeliminowanie Terry'ego.
Minął rok i na murawie St. Andrew's zwija się Eduardo da Silva. Spóźniony Martin Taylor wszedł prostą nogą w napastnika Arsenalu. Nieobyty z Premier League i pełnym walki o każdą piłkę angielskim futbolem zawodnik nie zdążył uciec. Widząc otwarte złamanie, brazylijski Chorwat zemdlał i siedem minut minęło, zanim gra została wznowiona. W swoim stylu, plując jadem i nienawiścią, tak oto rzekł francuski menadżer po meczu grzebiącym mistrzowskie szanse:
"Ten gość nie powinien już więcej grać w piłkę! To się sprowadza do pomysłu, iż chcąc zatrzymać Arsenal musisz ich kopać, i taka historia w końcu musiała się zdarzyć. Zbyt wiele razy piłkarze nie są karani za brutalne wślizgi. To jest nie do zaakceptowania. Jeżeli to ma być futbol, lepiej to przerwać.
Minęło zaledwie pół roku od tamtego wydarzenia, więc jest ono w pamięci nadal świeże. 3 sierpnia Arsenal podejmował Real Madryt w towarzyskim Emirates Cup. Słynący już z ostrej gry Diaby wchodzi w Wesley'a Sneijdera dwoma nogami. Choć to mecz towarzyski, Francuz chce się upewnić, iż skutecznie przerwie akcję "Królewskich". Ścina Holendra jedną nogą, drugą wykręca mu nogę. Sneijder jest znoszony z boiska na noszach z poważnie uszkodzonym kolanem i łzami w oczach. Najwcześniej wróci na boisko pod koniec listopada.
Wenger wydarzenia nie komentuje. Nie skomentował do dziś, choć codziennie śledzę wszystkie informacje wypływające z obozu "Kanonierów". Po meczu wypowiedział się nawet o Garethcie Barry’m. Za głupotę swojego piłkarza w meczu towarzyskim można było po prostu przeprosić. Ale wówczas straciłby już swoją hipokryzję. Wengerowską hipokryzję.
A teraz "najlepsza" historia. Znajdźcie pięć różnic między atakiem Taylora na Eduardo, a wślizgiem Diaby’ego w Grétara Steinssona.
Następnym razem pisząc o Arsenalu spróbuje zdjąć niektórym klapki z oczu i wyjaśnić, jaki jest prawdziwy powód braku poważnych transferów do klubu z północy Londynu i dlaczego po tym sezonie "Kanonierzy" nie zameldują się w pierwszej czwórce.
Wreszcie mogę ich zjechać. Czekałem bity tydzień, od meczu o Tarczę Wspólnoty. Oglądałem go z dużym zaciekawieniem i się bardzo zawiodłem, głównie z powodu postawy Portsmouth. Odniosłem wrażenie, iż zespół z południa Anglii grał bojaźliwie, bez wiary, a wybór wykonawców rzutów karnych można był nazwać tylko frajerskim.
Ale zrównać Portsmouth z ziemią nie mogłem z uwagi na ligowy mecz na Stamford Bridge. Może Harry Redknapp szukuje coś ekstra na rozgrywki ligowe? Może inauguracja sezonu na Wembley to przykrywka przed ligowy startem? A co, jak Pompey w Londynie wygrają i moje prognozy zostaną boleśnie obalone łącznie z czteroletnią passą meczów u siebie bez porażki?
United po raz drugi z rzędu nie wygrało Tarczy Wspólnoty, ale przegrał ją przeciwnik. Byłem wówczas rok temu w nowej mekce angielskiego futbolu i do tej pory serce mnie boli myśląc o tamtej porażce w karnych. Przy całym szacunku do José Mourinho, nie wiem na jakiej podstawie ustalił wówczas egzekutorów. Redknapp poszedł jeszcze dalej, krzywdząc siebie, owych piłkarzy oraz fanów. Lassana Diarra boi się odpowiadać na pytania dziennikarzy, a co dopiero wykonywać rzuty karne!
Bardzo byłem zniesmaczony drogą, jaką Portsmouth zdecydowało się przegrać tamten mecz. Nie mięli tego czegoś, co odróżnia zespół średni od walczącego o najwyższe cele. Nie mięli i dziś przeciwko Chelsea.
Filozofia: „dośrodkowanie na Petera Croucha, zgranie głową do Jermaina Defoe i strzał” jest tępa jak pewien szczyt w Karkonoszach. Nikogo nie zaskoczy, ale dopracowana może stworzyć sytuacje bramkowe. A przeciwko słabym obrońcom nawet bramki. Ale w Chelsea słabych obrońców teraz nie ma. Ostatniego sprzedaliśmy do Manchesteru City. Na prawej obronie o miejsce walczy dwóch piłkarzy kadry Portugalii, a na lewej – Anglii. W środku niepodzielnie królują John Terry oraz Ricardo Carvalho, a w każdej chwili zastąpić ich jest gotów Alex. O Petrze Čechu w bramce nie wspomnę, choć jego powrót do wielkiej formy jest imponujący. Czech był znowu absolutnie pewny przy każdej interwencji.
W ataku Pompey byli nudni niczym muzyka młodego Lou Reeda, a wspomniany duet snajperów nie był wspierany przez kolegów. Diarra miał się zrewanżować byłemu klubowi za mało minut na boisku, a raz po raz przegrywał walkę w środku pola.
O ironio, pozytywnie chciałbym ocenić defensywę zespołu Redknappa, pomimo aż czterech straconych goli. Chelsea w większości akcji na połowie rywala włączała siedmiu-ośmiu zawodników, przez co defensywa Pompey musiała naprawdę dużo biegać i równo się przemieszczać. Pomimo tego, wielokrotnie umiejętnie zakładali pułapki ofsajdowe, zmuszając „the Blues” do dłuższych i niecelnych podań. Większość wyjść na czyste pozycje w drugiej połowie kończyła się uniesioną chorągiewką bocznego arbitra.
Widowisko miało do zaoferowania znacznie więcej, ale trzy bramki zrobiły swoje i było pozamiatane (ang. done and dusted). Druga połowa emocji nie przyniosła, choć uderzenie Deco może zapaść w pamięci. Ale i tak do debiutanckiego gola wszechczasów (de facto strzelonej na tą samą bramkę) jej daleko. Szkoda, że Luis Felipe Scolari nie zdecydował się wpuścić na boisku młodego Franco di Santo. Internetowi fani Jacka Wilshere’a mogliby wówczas przycichnąć. Ale o Arsenalu będzie szerzej już wkrótce.
Wszystkich myśli przekazać tutaj nie jestem sposób, nowy sezon przyniósł mi wiele „ciekawskich” pytań. „Dlaczego ze stadionu usunięto wszystkie bannery reklamowe, oprócz tych cyfrowych dookoła murawy?”, „Dlaczego na Matthew Harding Lower desygnowano 10 razy więcej stewardów do pilnowania po ostatnim gwizdku, aniżeli każdą inną trybunę?”, „Dlaczego jedynie skybox Romana Abramowicza był zajęty podczas meczu?”, „Dlaczego słynni z dopingowania kibice Portsmouth byli cały mecz tak cicho?”, „Czy ironiczna piosenka Lou Reeda o iluzji (heroinie) to najlepsze dźwiękowe podsumowanie zwycięstwa?”. Pytania mógłbym mnożyć, a opis dzisiejszego meczu wydłużyć do bardzo nudnych rozmiarów, ale nie ma takiej potrzeby. Zakończę tak, jak organizatorzy dzisiejszego meczu. A Wy sami możecie poszukać odpowiedzi na ostatnie wymienione tutaj pytanie.
P.S. Frank Lampard był fenomenalny. Wart tego kontraktu. Zdjęcia dzięki uprzejmości Brata
Ciężka jest dola kibica zapatrzonego w olimpijskie występy reprezentantów Polski. Patriotyzm podczas pekińskich IO przyprawia o depresję. Albo więc zaczniemy się cieszyć faktem Olimpiady oraz sportowych zmagań, bądź potraktuje to bardzo na luzie i z humorem. Blogsport wydaje się być wymarzonym miejscem w te trudne dni ;-)
Ale jest jeszcze szansa na medale! Ba, kilkanaście! Wystarczy ich na podium zameldują się siatkarze ;-)
Są w klubach piłkarze i legendy. Frank Lampard to grająca legenda Chelsea. Właśnie podpisał nowy, pięcioletni kontrakt i wszystko wskazuje na to, iż zakończy swoją bogatą karierę na Stamford Bridge. Będzie drugim, po Davidzie Beckhamie, najlepiej opłacanym 30-latkiem w świecie futbolu z gażą 150 tysięcy funtów tygodniowo.
Tak, jestem niesamowicie uradowany tą decyzją. Oraz tym, co Lampard powiedział na konferencji prasowej!
"I feel for sure I've made 100% the right decision, for myself, for my family and for Chelsea Football Club.
"That was a possibility when we knew they had made an offer for me, I had to make a decision for myself and this club has been very, very good to me.
"I don't see any squads as strong as us. I feel very excited to be part of the future and now hopefully we can win back some titles.
"I've had seven great seasons here and now I can have many more.
"I see it as my final big contract and I will play out my days at Chelsea, I want to finish my career at Chelsea.
Pomimo, iż jest to kosztowny (ekhm) związek, dzięki Lamps, że zostajesz. Na pewno w niedzielę nie raz usłyszymy na Stamford Bridge: "Super, Super Frank"! Jeżeli ktoś ma zarabiać tak wielkie pieniądze, niech będzie to człowiek, który na każdego funta zasłużył lojalnością, oddaniem oraz wielkim talentem.
Udziela się Amerykanom europejski nastrój. Niedawno pisałem o rozróbach, teraz przyszła pora na decyzje w stylu rządów Gregorio Jesúsa Gila. Wystarczyło siedem meczów bez zwycięstwa, jedno spotkanie na szczycie i w LA już nie rządzi duet Alexi Lalas - Ruud Gullit. Koncern AEG (wielokrotnie kojarzony przy okazji meczów Chelsea w Stanach; Anschutz Entertainment Group - zapamiętajcie tą nazwę, książkę o nich można napisać) podjął decyzję o zmianach na najwyższym szczeblu.
Tymczasowo funkcje szkoleniowca przejmie Cobi Jones, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. Oprócz gaży (tutaj rządzi David Beckham), rekordzista rekordzistów MLS. Bogata kariera, duże doświadczenie. Zobaczymy jak zacznie, a rywala ma na początek naprawdę trudnego - Chivas USA. Ale to dopiero w czwartek.
Króciutko trwał romans Gullita z amerykańską piłką. Jego kalifornijski domek już można kupić, bowiem na rynku był dostępny od kilkunastu dni. A więc coś wisiało w powietrzu wcześniej. Szkoda, bowiem byłem przekonany, iż przygoda Holendra z MLS będzie dłuższa. Pozwoli mu odbudować reputację i wprowadzić termin "sexy football" ponownie do piłkarskiego slangu. Po niespełna roku Gullit odchodzi, na długo przekreślając swoje menadżerskie szanse powrotu przez duże "p". To było już 12 lat temu, jak tak obiecująco zaczął przygodę z trenerką na Stamford Bridge! Co ciekawe, Kenny Cooper walnie przyczynił się do zwolnienia szkoleniowca LA Galaxy. Może nadeszła już pora napisać kilka słów o tym napastniku?
I don’t post too many notes about my private life here. Well, hardly any, to be honest. Different things had motivated me to start blogging, but I decided to focus on more serious issues than an one person’s life. Let’s keep those stories for my official biography ;) This exception makes a rule.
It was very late last night, when I met someone, whose perception of living in England is exactly the same as mine is. Funny enough, I had been commencing my third year here last month and, with all my happiness of being here and thankfulness to this land, ever since no-one understood my complains about local way of existence and behaviour. Not that accurate to my expectancy and standards, what has to be said. That young person needed less than a week in this country to share same thoughts and describe it with the same words. As I clearly saw, I may not be that weird yet. At least, I won’t be the only one, although our incidental meeting occurred in quite specific circumstances. A train station simply means many directions to go to, different trains to take. Quick, not lasting long.
But would have I mentioned that story here if I hadn’t seen “Lost in Translation” movie few hours later? It wasn’t planned, either. I was randomly called by my mate to visit a new house. “Do I fancy to watch a move? Well, why not! So what do you have?”. I had watch Sofia Coppola’s movie before, but politely couldn’t refuse. Having last night’s memories still fresh, it was nice to find many similarities to movie main characters. Actually, it was like to see my own story on the screen. Quite inspiriting, I have to admit. Living abroad in new culture, among new people, being worried of losing important words and feelings in translation, having interlingual relationships. For those, how haven’t seen this movie yet, I strongly recommend it.
Remember: positive, warm and optimistic (movie) emotions don’t always come with stereotypic big boom boom happy endings. It may also apply to this note ;-)
I’m sorry for bothering those, who were expecting a sports note here. With all my commitments and time restrictions, I can’t afford to have two blogs, hence I put everything here. As I wanted to share this particular note with people I spend most of my life recently, it’s written in English. Cheers to all of you fellas!
PS. All songs you can hear now (“Alone in Kyoto” by AIR, “On the Subway” by Brian Reitzell and Roger J. Manning Jr., “When Doves Cry” by Patti Smith) are from “Lost in Translation” movie. Enjoy! And don’t get scared by Bill Murray’s version of Roxy Music’s “More than this”!
Nie trzeba wspomagać się mapą świata ani klasyfikacją medalową wszelkiego rodzaju międzynarodowych imprez sportowych. USA ma potencjał, aby zapanować w każdej dziedzinie. Setki milionów mieszkańców, wielkie przestrzenie. Jedno wielkie złoże talentów, trzeba ja tylko znaleźć. Piotrkowi Nowakowie chyba się wreszcie udało.
Amerykanie w piłkę grać potrafią, i choć "ich" futbol nie jest "naszym" futbolem, to soccer ma się dobrze. Wspomnieć 1950 rok byłoby naiwne i głupie. Nie będę na siłę przekonywał, iż MLS jest ciekawe. Wiele osób żyje sobie w tych "drewnianych domkach" i ma się z tym dobrze. Niech więc wystarczy dzisiejszy mecz podczas Igrzysk Olimpijskich. Grający szybko i z pierwszej piłki Amerykanie nie bali się pojedynków jeden-na-jeden z utalentowaną holenderską młodzieżą. Ich kombinacyjne zagrania zainspirowałby selekcjonera Brazylii oraz menadżera Arsenalu, podrywając przy tym trybuny La Ligi. Widziałem wiele meczów różnych kadr USA. Ich rozgrywki ligowe, a także indywidualne występy za granicą nie raz wzbudzały moje uznanie. Ale obecna drużyna Jankesów jest po prostu najlepsza.
Brzmi to jak przejaw patriotyzmu, ale za obecny stan rzeczy winię Piotra Nowaka. Wpoił piłkarzom odwagę w podejmowaniu ryzykowych decyzji i wiarę we własne możliwości. Może w odwrotnej kolejności. Piłkarze grają w ataku schematami, ale są to schematy niezwykle rozbudowane. Użyłem słowa "schemat", powiem wszystkie te zagrania się powtarzały, były wyuczone. Obiegnięcia, zbiegnięcia, ścięcia przed obrońcami, crossowe przerzuty piłki i natychmiastowe zgrania. Wszystko precyzyjnie do nogi (bądź głowy), perfekcyjne techniczne. Widowiskowe. Szczerze byłem pod wrażeniem.
Wyrachowanie doświadczonego snajpera przy stałym fragmencie gry uratowało Holendrów w 93. minucie. I choć not za styl w futbolu nie dają, ja przyznaję je drużynie USA. Swoją drogą, ciekawe kiedy Piotr Nowak znajdzie się na liście ewentualnych kandydatów do pracy z polską kadra? Znając realia, szybciej poprowadzi amerykańskich seniorów...
W najbliższą niedzielę zainauguruje piłkarski sezon w Anglii. W meczu o Tarczę Wspólnoty przeciwko siebie zagrają Portsmouth FC oraz Manchester United. Chociaż już pojawiły się pierwsze kontrowersje, dla pewnego młodego człowieka ten dzień może być wyjątkowy.
Wczoraj agencje obiegła informacja, iż Mark Clattenburg został zawieszony i nie poprowadzi tego spotkania. Rozbudowałem newsa BBC i opublikowałem na iGol.pl, ale komuś przeszkadzało i wiadomość została skasowana. Musicie się obejść ze smakiem ;-)
Pozytywnym bohaterem w niedzielę może stać się Ben Sahar, będący w Portsmouth na wypożyczeniu z Chelsea. Młody Izraelczyk ma potencjał, umiejętności oraz okazję, aby do tego wydarzenia dodać szczyptę romantyczności. W niedzielę obchodzi 19. urodziny, a forma predysponuje go wybiegnąć na murawę Wembley i zmierzyć się z defensywą „Czerwonych Diabłów”. Prezent niczym z bajki. Czy dostanie go od menadżera?
W ostatnim meczu towarzyskim Sahar strzelił dwa gole, a rywal był nie tyle utytułowany, co sławny: Havant and Waterlooville, czyli najwięksi, obok Barnsley, bohaterowi ostatniego Pucharu Anglii. Portsmouth pokonało rywala zza między 4:0, a nastoletni Ben był najlepszym graczem na boisku.
I choć z powodu kontuzji nie zagrają Nwankwo Kanu oraz David Nugent, droga do wyjściowej jedenastki Pompey może okazać się długa. Partnerem Jermaina Defoe w ataku będzie zapewne Peter Crouch. Harry Redknapp nie wydał na wysokiego (wyyyyysokiego!) snajpera 11 milionów funtów, aby sadzać go na ławce. Także rola Defoe jest nie do przecenienia. Co jednak przemawia na korzyść Sahara? Tydzień później Portsmouth jedzie do Londynu zmierzyć się z Chelsea. Ben nie będzie mógł wówczas wystąpić, gdyż taka jest klauzula sześciomiesięcznego wypożyczenia. Co ciekawe, Sahar już raz przeciwko United grał. Było to wspomniany już przy okazji notki o Solskjærze w maju 2007.
Jako, że poważnie się wczoraj skaleczyłem i nie mogę za dużo czasu spędzać nad klawiaturą, do niedzieli nic raczej pisać nie będę, dlatego już teraz Saharowi życzę wszystkiego najlepszego. Będę trzymał kciuki za jego występ przeciwko United ;-)
PS. Numer do Marka Saganowskiego miałem od ponad dwóch miesięcy. Napisany na żółtej "neverforgertce", na ścianie. Miałem zadzwonić, umówić się na rozmowę o angielskiej piłce oczami jej czynnego uczestnika. Ciągle coś mi wypadało, oczywiście błahostki, by nie powiedzieć preteksty. Słysząc o możliwości transferu, przemogłem się wczoraj. Obiecałem sobie, iż dzisiaj się skontaktuję z piłkarzem, aby umówić na przyszły tydzień. Teraz pozostało tylko pluć sobie w brodzę...
Żeby nie było, iż jestem gołosłowny. Cztery mecze w tym samym czasie. Spokojnie można pogodzić oglądanie ich wszystkich, bowiem z każdego wieje nudą.
Pomimo to, zabawa absurdalna i trochę męcząca.
Update: w potężnej BBC też nie dają radę z czterema meczami. Albo mają cięcia w budżecie. Nikt nie komentuje meczu Korei z Kamerunem. Leci obraz i głos (słychać szmer trybun), ale kto do kogo podaje - już ciężko stwierdzić. Skarbu kibica tych drużyn drukować nie będę ;-)